Inspirations

Tutaj będziemy pisać o naszych inspiracjach.

Here we are going to write about our inspirations.

  • What is polish fashion?

Karo miała okazję uczestniczyć ostatnio we wspaniałym i inspirującym wykładzie z Paulą Russo, która jest konsultantką największych domów mody, doradcą do spraw marketingu, zarządzania marką i kreowania trendów. A przede wszystkim jest niezwykle charyzmatyczną osobowością.

W czasie wykładu Paula najpierw uzmysłowiła nam, że POLSKA MODA jako pojęcie posiadające definicję, w ogóle nie istnieje. Jak się głębiej nad tym zastanowić, rzeczywiście jest w tym jakaś prawda. Kiedy słyszymy o paryskim stylu, w głowie pojawia nam się obraz prostoty i elegancji. Gdy ktoś określi ubranie mianem włoskiego, automatycznie nasuwają się nam odpowiednie skojarzenia szykownego blichtru i błyskotek. Moda angielska przywołuje  punkowego ducha, skandynawska – nowoczesność i geometryczne formy. A Polska moda – z czym się kojarzy?

Paula postawiła zarzut polskim projektantom, jakoby zamiast czerpać z kultury własnego kraju, oglądali się na designerów zza granicy. To do nich się odwołują, z nich czerpią inspirację. Polscy projektanci chcą być zachodni. Ciężko się dziwić, skoro wyrośliśmy w kulturze, w której przymiotnik „zachodni” zawsze był aspiracyjny. Od lat to co pochodziło z zachodu ad hoc było lepsze. Niestety ten kompleks chyba jeszcze w nas siedzi.

Co więcej, żyjąc w systemie komunistycznym często musieliśmy zapomnieć o roli jednostki, bo liczyła się grupa. Może właśnie dlatego polscy projektanci tak bardzo stawiają na indywidualizm, nie zależy im , a nawet, co bardziej prawdopodobne, nie mają świadomości  jak ważne jest wypracowanie wspólnych – POLSKICH – podwalin rodzimej branży modowej. Po co? Po to, by polska moda, sama w sobie była marką. Z tego samego powodu, dla którego sektor kosmetyków namawia kobiety do dbania o ciało. Wszyscy producenci balsamów propagują nawilżanie, by w umysłach konsumentów wytworzyć świadomość produktu i jego zastosowania. Polska moda powinna zacząć od tworzenia własnej, kolektywnej tożsamości. a projektanci swoje marki powinni kreować w bardziej przemyślany sposób, bazując na polskiej kulturze, którą wzbogacą o unikalność własnych wizji.

Dlatego Paula zachęcała nas do „grzebania” we własnej kulturze, tradycji i historii. Obserwowania co jest polskie a co nie. Niestety nie potrafimy dbać o PR Rzeczpospolitej. Na liście 113 krajów pojmowanych jako marka, zajmujemy 79 miejsce… Słabo… wyprzedza nas Kuba czy Algieria. Więcej  o marce POLSKA i jej sytuacji na tle międzynarodowym możecie poczytać tutaj. Niby dbamy o swój wizerunek, powstaje coraz więcej filmików promujących kraj i jego regiony. Ale ciągle brakuje spójności w tych wszystkich działaniach. Brakuje definicji polskości…

No właśnie…Co dla Was jest polskie? Macie jakieś propozycje? Po dłuższym zastanowieniu wybrałyśmy to co dla nas dobre, bo rodzime: Monika Brodka z jej ostatnią płytą i stylistyką oscylującą wokół folkloru, Gooral i jego Ethno electro oraz….butelka Lomży🙂

Łomża niepasteryzowana Beer

Gooral

  • Hussain Chalyan impressing fashion show

Maybe this fashionshow by Hussein Chalayan is not so fresh, but has cought our attention because of unordinery scenography and use of furniure as ….clothes! Higly recommanded to watch!

  • Beautiful fashion movie for Vivianne Westwood:

We found that film on fashionserved.com. It moved us by its beauty, great music, creativity and simplicity in the same time! That’s why we decided to put it here🙂 And the model is so handosme!!!!! The film was directed in amazing way by Samuele Fanzini for Vivienne Westwood.



  • Short film about Sartorialist, good and inspiring.
  • Panic on the streets of London…

Londyn, ogromne miasto, mieszanka kulturowa, wszyscy się gdzieś spieszą, nikt nie patrzy za siebie, każdy  eksponuje swoją indywidualność poprzez zachowanie, styl bycia, a przede wszystkim ubiór.
Londyn słynie z nietypowych sklepow. Najsłynniejszą ulicą jest Oxford Street. Trzeba mieć szczęście, aby dostać się do przymierzalni bez kolejki. Potrzeba nieraz wielu godzin, aby w końcu zapłacić za upragnioną rzecz w kasie. Pomimo wszystko, ma to swój urok.
Będąc w Londynie zaledwie trzy dni, można poczuć, że odkryło się maleńką część tego cudownego miasta. Mnóstwo wydarzeń kulturalnych, ktore mają tam miejsce, zaskakują z dnia na dzień. W czasie mojego krótkiego pobytu „zaliczyłam” Chinatown, obeszłam wiele pięknych księgarni, imprezę na dachu kościoła, targ w dzielnicy Bethnal Green, obfity w różne przysmaki całego świata, a  także buszowanie wśród wieszaków w vintage shopach , butiki z używana odzieżą, targ Camden Town, na którym można było kupić wszystko, czego się zapragnie, począwszy od drobnych pamiątek w stylu „I love London”, skończywszy na pysznościach oferowanych przez chinczyków, którzy zapraszali do skosztowania ich kuchni. Spróbowałam także piwa o smaku gruszkowym, Guinessa – bo trzeba, a także byłam na niesamowitym kameralnym koncercie reagge, na którym nie dało się nie ruszać. W pewnym momencie zaczęłam obserwować ludzi, którzy się tam znajdowali i niesamowite dla mnie było to, jak każdy z nas jest inny, jak wiele nas różni a jednocześnie łączy.
Miasto naprawdę dużo oferuje i nawet jeśli nie czyta się gazet albo nie ma „obytych” znajomych, jesteśmy w stanie sami spokojnie ogarnąć „whats going on”. Londyn jest jak magnes. Jego energia przyciąga z ogromną siłą i nie chce nas wypuścić. Mnie już ma. W przyszłym roku mam zamiar tam zamieszkać.

London-enormous city with mixed cultures. Everybody is in a hurry, nobody looks is looking back, each person tries to expose his individuality by the behavior, way of being and of course by the clothes.

Londons is famous of the unusual shops. The most favourite place is the Oxford Street. You have to be lucky to try the clothes on without waiting so long. Sometimes you need lots of hours in order to pay for the stuff you want to buy. However, it has its charm.

Spending In London just 3 days you can feel you discovered a tiny part of this amazing city. There are so many cultural events which surprise you every single day. During my short stay I saw Chinatown, so many beautiful libraries, I went to the party on the roof of the church, the market in Bethnal Green full of delicious food from around the world, I saw some vintage second hand shops and another market where you could buy everything you wanted-starting from small souvenirs “ I love London”, finishing on the food offered by the Chinese people, who invited you to taste what they had.
I could try the pear beer, I drank Guiness-as it’s indispensible, and I also went to the incredible, cameral reagge concert, where your legs could not stop dancing!   I started to observe people around me and the fact, that everyone is so different and so similar at the same time, was indescribable!

The city offers a lot of stuff and even if you do not read newspapers or have no well informed friends, you will be surely able to notice “what’s going on”.
London is so magnetic. Its energy attracts us and does not want to let us go! It got me already. The next year I am going to move there.

  • BuuuuuTyyyyyy   Tyyyy Buuuu !!!

Ostatnio prawdziwy upust kreatywności przydarza się nagminnie projektantom obuwia.  Kolejne pary są coraz to bardziej surrealistyczne i dizajnerskie , chociaz niektóre w swojej fikuśności i wymyślności wpasowują się zgrabnie jako element garderoby, choćby nawet codziennej. Niektóre jednak w ogóle nie przypominają obuwia, nie wspominając już o ich wątpliwej funkcjonalności. Drobny przegląd tych fajniejszych, które chętnie byśmy przygarnęly do naszych szaf:

  • Somewhere in Spain

Tym razem będzie o podróżach. Są niezaprzeczalnym źródłem inspiracji. Niby aksjomat, ale czemu by o tym nie napisać?

Trochę się poprzemieszczałysmy ostatnim czasem i chciałyśmy się z Wami podzielić tymi ekscytującymi doświadczeniami. Mieszkałyśmy przez jakiś czas w Valencii, sporo podróżowałyśmy po Hiszpanii, którą kochamy nawet jak jest zimno, i gdzie Megi stała się fanką Barcelony a Karo odkryła uroki Madrytu.Prawdę mówiąc popadłyśmy w swego rodzaju uzaleznienie: Karo od stolicy Hiszpani, Megi od głównego miasta Katalonii. Chiałyśmy więcej. Jakiś niewidzialny magnes wzywał nas ponownie. Znamienne jest to, że obydwie do miejsc, które nas zauroczyły pojechałyśmy same. Wymagało odwagi, ale taka wycieczka w pojedynkę może dać naprawdę dużo satysfakcji i umożliwia poznanie miasta „po swojemu” co zdecydowanie ułatwia jego lubienie. A zatem:

Jak to było z Barceloną:

\”Soundtrack from Vicky Cristina Barcelona\”


Jadąc tam, nie wiem dokładnie na co liczyłam. Miałam przed sobą trzy pełne dni na odkrycie miasta. Na Barcelonę jest to naprawdę niewiele. Gdy wsiadłam do metra, od razu zakochałam się w pewnym hiszpańskim chłopcu i jego delikatnej urodzie. Potem już stało się normą, że po ulicach miasta krążą niezwykle interesujące osoby, które tak trudno spotkać w Krakowie.O samym mieście-piękne, czaruje, zachwyca. Za dużo turystów, ale można poczuć klimat, którego nie da się całkowicie opisać. Na ulicach mnóstwo ludzi.
Park Guell i gotyckie uliczki zwiedzałam w słoneczną niedzielę z pewnym sympatycznym hiszpanem, z którym póxniej miałam przyjemność zjeść kolacje. Za wszelką cenę chciał mi udowodnić, że „jamon” jest pyszny. Muszę przyznać, że przekonał mnie
.
Kolejna podróż trwała aż 6 dni. Już nie byłam sama, dlatego też zobaczyłam więcej rzeczy. Muzeum czekolady, Barcelona na zdjęciach 50 lat wcześniej itp itd… Każdy budynek, który docelowo ma wzbudzać zainteresowanie turystów, jest według mnie wyrwany od rzeczywistości. Spacerujesz sobie spokojnie uliczkami, i nagle widzisz takie cudo jak Sagrada Familia, która nie pasuje do przeciętnego zabudowania Barcelony? Idziesz dalej, widzisz słynne domy Gaudiego. Z oddali widać Tibidabo, można iść do zamku, na którym tysiące ludzi wieczorami gromadzi się, żeby oglądnąć projekcje filmowe, wspólnie zjeść kolacje i napić się wina. Ja trafiłam na „Mechaniczną pomarańcze”.
Idąc wzdłuż Barcelonety można zobaczyć piękny port, – dalej, plaże pełne turystów. Wystarczy pojechać jednak trochę dalej pociągiem, jest mniej tłocznie i równie pięknie.
Przy okazji trafiłam na finał mistrzostw świata. Oczywiście Hiszpania wygrała.Tego widoku nie zapomnę nigdy-dokoła mnie szczęśliwi ludzie, pochodnie, śpiewy, krzyki, skoki do fontanny, ucieczka przed policją, ktoś daje mi flagę, za chwilę ktoś inny chce mnie pocałować, jeszcze inna osoba krzyczy, że jestem z Holandii…trzeba to przeżyć, aby zrozumieć.
Ktoś kiedyś powiedział mi ” Megi uważaj, bo Barcelona uzależnia. Wrócisz tam szybciej niż będziesz myślała”.
Myślę, że miał rację. To miasto czaruje.


Historia pewnego Madrytu:

Madryt uderza swoją wielkością. Mnie znokautował. Ale nie przytłoczył, pomyślałam: wyzwanie. Pamiętam, że wyszłam ze stacji metra w centrum i oniemiałam- było święto miasta- rzesze ludzi. Kolorowych, uśmiechniętych, rozbawionych. Ucztowali, śpiewali, krzyczeli a ja nie miałam pojęcia , że po Gran Vii normlanie jeżdżą auta, bo przez cały weekend wyścielona była niebieskim dywanem, na którym nadrukowane było godło miasta z okazji stulecia tej okazałej aleji. I mogłam sie przechadzać samym jej środkiem.

Zaliczyłam też oczywiście inne, moje osobiste MUST SEE : Museum de la Reina Sofia ( dla mnie wazniejsze niż Prada – jako fanka sztuki współcześnej zdecydowanie przedkładam Picassa i Daliego nad Velazqueza i Rafaela). Następnie Park Retiro, a w nim szklany pałac i piknik ze znajomymi . Niedziela- el Rastro- słynny pchli targ – mnóswtwo ciekawych obiektów niekoniecznie po okazyjnych cenach. Wieczorem- knajpy i nightlife- wciąga. Ale tak naprawdę dopiero za drugim razem odkryłam w Madrycie to co najlepsze. Mój hostel położony był w dzielnicy Malasana, pełnej alternatywnych miejsc, pracowni artystycznych, klimatycznych kafejek i sklepików, second-handów- tak mało popularnych w Hiszapnii. I ci ludzie- wyluzowani, z dystansem, jedzący swoje tapas siedząc na betonowych płytach Plaza de San Ildefonso. Nie wspominając o ich nonszalanckim ubiorze! Alternatywny bardzo indywidualny styl ulicy. Love it! Szwędałam się po knajpkach, butikach, pracowniach autorskich pogrążona w euforycznym zachwycie.  Oto namiastka uchwycona w kadry i 2 filmiki o Malasana, żebyście mogli poczuć klimat!



  • Diesel: Be Stupid Advertising Campaign

Genialna kampania Diesla! Rewelacyjne zdjęcia, pomysły i przesłanie. Takim reklamom mówimy stanowcze:  TAK!

“Be Smart” – that is what our parents and teachers told us since we were young. While Diesel, an international jeans brand, takes “Be Stupid” as its philosophy. Are you feeling inexplicable? Maybe the following slogans will help you take away your doubts.

Diesel Stupid Philosophy

Like balloons, we are filled with hopes and dreams. But. Over time a single sentence creeps into our lives. Don’t be stupid. It’s the crusher of possibility. It’s the worlds greatest deflator. The world is full of smart people. Doing all kind of smart things… Thats smart.

Well, we’re with stupid. Stupid is the relentless pursuit of a regret free life. Smart may have the brains…

but stupid has the balls. The smart might recognize things for how they are. The stupid see things for how they could be. Smart critiques. Stupid creates. The fact is if we didnt have stupid thoughts wed have no interesting thoughts at all. Smart may have the plans… but stupid has the stories.

Smart may have the authority but stupid has one hell of a hangover. Its not smart to take risks… Its stupid.

To be stupid is to be brave. The stupid isnt afraid to fail. The stupid know there are worse things than failure… like not even trying.

Smart had one good idea, and that idea was stupid. You can’t outsmart stupid. So don’t even try. Remember only stupid can be truly brilliant. ( Source from Diesel )



One response to “Inspirations

  1. Jesteście super!!!!!!!!! Jest co czytać i co oglądać

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s